PANEL UŻYTKOWNIKA
PANEL UŻYTKOWNIKA

Pionierzy. Muszkieterowie mórz współtworzą archeologię podwodną

Piękny jubileusz Komisji Działalności Podwodnej PTTK skłania do refleksji, także nad wkładem pionierów nurkowania w rozwój nurkowania naukowego. Światowa Konfederacja Działalności Podwodnej (Confédération Mondiale des Activités Subaquatiques – CMAS), z którym od jej powstania PTTK-owskie nurkowanie jest związane, może się zasłużenie szczycić wkładem jej twórców w powstanie wielu subdyscyplin naukowych, w tym archeologii podwodnej. Dwaj pierwsi przewodniczący CMAS, Jacques-Yves Cousteau oraz Frédéric Dumas, a także współzałożyciel konfederacji Philippe Tailliez mają niezaprzeczalne zasługi na tym polu. Ten ostatni, najstarszy, był pierwszym liderem trójki „Les Mousquemers” (w wolnym tłumaczeniu „muszkieterów mórz”; termin ukuty również przez Taillieza): grupy pasjonatów nurkowania i ludzi, którzy bez żadnej przesady zmienili oblicze eksploracji wód. Ich dokonania są dobrze znane i nie ma potrzeby przywoływać ponownie tych największych osiągnięć: popularyzacji wiedzy o morzach i oceanach, weryfikowania jej na własnej skórze, książek, Oscarów i wynalazków (z automatem oddechowym na czele). Warto jednak zatrzymać się nad wkładem naszych bohaterów w rozwój poszczególnych nauk. Zatem czy i dlaczego – mówiąc Gombrowiczem – wielkimi ludźmi byli (dla archeologii)?

Naukową przygodę trójki przyjaciół rozpocząć trzeba od powołania w 1945 r. GRS (Groupe de Recherches Sous-Marinesm, od 1950 r. Groupe d’Études et de Recherches Sous-marines – GERS, dziś Centre Expert Plongée Humaine et Intervention Sous la MER – CEPHISMER). Była to pionierska instytucja badawcza, założona pod auspicjami francuskiej marynarki wojennej, zajmująca się działalnością podwodną. Cały zespół wszedł w skład owej grupy naukowej. Naczelnym zadaniem było jednak początkowo rozminowywanie wybrzeża i portów, ale wykonywano także takie prace, jak dokumentacja okrętu podwodnego ”Rubis” podczas stawiania min i wystrzeliwania torped, weryfikacja głębokości osiągalnych dla człowieka (naznaczona śmiercią Maurice’a Farguesa spowodowaną przez hiperoksję na 120 m) czy współpraca w podboju głębin przez szwajcarskiego twórcę batyskafu – Auguste’a Piccarda. Okazjonalnie pojawiały się także zadania archeologiczne. W 1948 r. były to prace na wraku z Mahdii w Tunezji, w którego badaniu uczestniczyli wszyscy trzej, zaś w 1958 r. na wraku z rafy Titan u wybrzeży Île de Porquerolles w południowej Francji.

Muszkieterowie mórz – kolaż autorstwa Guy Martina, za:
https://museedumas.wordpress.com/wp-content/uploads/2011/02/05.jpg

Wrak z Mahdii był już wówczas doskonale znany. W 1907 r. natrafił nań poławiacz gąbek, posługujący się klasycznym skafandrem (jeszcze długie lata był to podstawowy sprzęt tej grupy zawodowej na Morzu Śródziemnym). W latach 1908–1913 na stanowisku trwały prace prowadzone przez nurków klasycznych francuskiej marynarki wojennej, pod dowództwem admirała Jeana Baëhme (Tunezja była wonczas protektoratem francuskim), przy wielkim wkładzie Alfreda Merlina z Ministerstwa Starożytności w Tunisie. To temu ostatniemu zawdzięczamy szybką reakcję na doniesienia o znalezieniu pierwszych artefaktów i zorganizowanie ekspedycji. W tym okresie wydobyto ogromną większość przedmiotów znajdujących się na wraku rzymskiego statku, który zatonął w I w. przed Chr. na głębokości 40 m, wioząc m.in. greckie dzieła sztuki i elementy architektoniczne. Dziś traktujemy go jako dowód rozległego handlu sztuką w antyku. Dodajmy: niejedyny, o czym będzie mowa w dalszej części niniejszego tekstu. Czy można się dziwić, że wrak z francuską historią badań przyciągnął uwagę francuskich pionierów nurkowania? Warto zauważyć, że wspomniany admirał Baëhme był dziadem Simone, żony Cousteau, co dodawało osobistego posmaku badaniom. Francuski akcent wiązał się również z podjętą wówczas współpracą z Antoinem Poidebardem, francuskim jezuitą i pionierem badań podwodnych w fenickich portach Tyru i Sydonu, a także inicjatorem wykorzystania fotografii lotniczej w archeologii. Przygoda rozpoczęła się 1 czerwca 1948 r., kiedy statek badawczy Ingénieur-Élie-Monnier znalazł się w okolicy stanowiska. Choć poszukiwania trwały wiele dni (z uwagi na brak precyzyjnej lokalizacji), ostatecznie udało się Tailliezowi odnaleźć wrak przy użyciu „sań” holowanych za statkiem. Zachowało się zdjęcie pokazujące zaaferowanego odkrywcę, wychodzącego na pokład, które czytelnie pokazuje emocje odmalowane na jego twarzy. Przywoływał on później czas prac na stanowisku słowami: „Mahdia, pierwsze spotkanie z archeologią, Mahdia, tonąca w strumieniu światła”. To tu po raz pierwszy zastosowano eżektor i płuczkę do odsłaniania obiektów archeologicznych na dnie. Znaleziono tylko pojedyncze kolumny, kilka kapiteli, ramiona kotwic, żarna, nieco amfor i fragmenty drewna, co wywołało pewne rozczarowanie, zgoła zresztą niepotrzebne z perspektywy archeologa. Jak zwykł mawiać wielki badacz antyku, śp. Profesor Jerzy Kolendo: „Nie wolno obrażać się na źródła”! Co więcej, obyło się bez ofiar, podczas gdy w trakcie prac z początków wieku odnotowano liczne przypadki choroby ciśnieniowej. Historia badań dopełniła się dzięki nowoczesnym, interdyscyplinarnym badaniom przeprowadzonym w Mahdii w latach 1992–1993 przez Rheinisches Landesmuseum z Bonn, DEGUWA oraz tunezyjski Institut National du Patrimoine. Zastosowanie sonaru, sub-bottom profilera, wykrywacza metali, profilografu osadów i lokalizacji GPS uzupełniło dokumentację. Pobrano m.in. próby drewna z kadłuba rzymskiego żaglowca, pozwalające na datowanie radiowęglowe (w czasie badań GRS metoda nie była jeszcze znana). Plonem jest dwutomowa monografia.

Talliez raportuje odkrycie wraku z Mahdii (za: J.-Y. Cousteau, F.
Dumas, „MIlczący Świat”, Wydawnictwo MON 1957)

Prace na wraku z Mahdii trudno jeszcze nazwać archeologią, ale działania na wraku z Grand Congloué koło Marsylii aspirują do tego miana. Miały one miejsce w latach 1952–1957, a toczyły się pod nadzorem znanego archeologa Fernanda Benoita, któremu zawdzięczamy m.in. badania na słynnym celtyckim oppidum (ufortyfikowanym mieście) i sanktuarium w Entremont. W danym przypadku nadzór miał jednak charakter cokolwiek teoretyczny, co wynikało z braku zrozumienia. Nie chodzi tylko o żarty, polegające na podrzucaniu nieszczęsnemu starożytnikowi współczesnych monet. Gorzej, że archeolog nie miał kontroli nad tym, co działo się pod wodą, a płetwonurkowie, z Cousteau i Dumas na czele, zrozumienia dla procedur archeologicznych. Ograniczona dokumentacja została jednak wykonana, a warto także odnotować zastosowanie eżektora do eksploracji. Spektakularnym uchybieniem było niedostrzeżenie, że w istocie mamy do czynienia z dwoma wrakami. Zauważono to dopiero po latach, analizując amfory znalezione na dnie. Wrak Grand Congloué 1 datowany jest na II wiek przed Chr., zaś Grand-Congloué 2 jest młodszy o kilkadziesiąt lat, pochodząc z przełomu II i I wieku przed Chr. Wraki zachodziły na siebie, co zapewne zaobserwowałby archeolog (fundamentalna zasada superpozycji), gdyby znajdował się pod wodą. Wydarzeniem, które położyło się cieniem na ówczesnych pracach była historia wina, które płetwonurkowie pozyskali z jednej z amfor. Jak relacjonował Albert Falco, jeden z najlepszych nurków z ekipy, odnaleziono nietkniętą amforę, którą odkorkowano, a zawartość… rozlano do szklanek. Gęsty syrop okazał się dla wielu nie do przełknięcia; jedynie Cousteau zachwalał jego smak, przyrównując go do ambrozji. Skończyło się na wylaniu zawartości do morza. Zgroza bierze, kiedy się pomyśli, jak wiele informacji mogli uzyskać archeolodzy!

Cousteau z zespołem podczas prac na wraku z Antikitiry w 1976 r., wg:
https://aristotleguide.wordpress.com/2016/04/11/the-antikythera-shipwreck/#jp-carousel-2819

W przerwie między penetracją wraków z Grand Congloué, w 1953 r., załoga „Calypso” (słynny statek badawczy i wizytówka Cousteau) udała się w rejon wyspy Antikitira (Antikythera) w Grecji. To drugie, obok Mahdii, stanowisko wrakowe rozsławione przed wielu laty. Jesienią 1900 r. załoga statku poławiaczy gąbek, dowodzona przez kapitana Dimitriosa Kondosa, schroniła się tam przed sztormem. Kiedy pogoda poprawiła się, posłano na dno nurka klasycznego, Eliasa Stadiatisa, który nadzwyczaj szybko dał znać, by go wynurzyć i zdał relację o licznych ludziach i zwierzętach, tkwiących w dnie i… chorych na syfilis. Choć łatwo było wziąć ów obraz za wytwór umysłu zamroczonego „ekstazą głębin” (w tym miejscu było około 50 m głębokości), Kondos nabrał podejrzeń, że coś może być na rzeczy i osobiście dokonał weryfikacji. I rzeczywiście – na dnie znajdowały się liczne kamienne posągi, silnie zniszczone przez organizmy morskie i erozję, co manifestowało się licznymi wżerami na powierzchni kamienia. W istocie obraz ten przypominał objawy zaawansowanego stadium kiły. Dziś choroba jest w pełni uleczalna i zupełnie niezjadliwa, kiedyś skazywała na długotrwałe, często kilkudziesięcioletnie cierpienie, któremu towarzyszyły m.in. owrzodzenia, deformacje i ubytki ciała, zaburzenia pracy układu nerwowego i obłęd. W tym przypadku na dnie znajdowali się jednak nie syfilitycy, lecz rzeźby kamienne i brązowe, transportowane onegdaj na statku. Rękę jednego z posągów metalowych kapitan wyniósł na powierzchnię. Kondosowi udało się namówić do sfinansowania ich wydobycia greckiego ministra edukacji, Spyridona Staisa. Prace przy wsparciu marynarki wojennej trwały do lata 1901 r. i odbywały się w skrajnie trudnych warunkach: znaczna głębokość (około 50–60 m) oznaczała nie tylko narkozę azotową, ale i ryzyko choroby ciśnieniowej (na tabele dekompresyjne trzeba było jeszcze nieco poczekać), a wszystko to w warunkach permanentnego niedotlenienia, gdyż maszyny dostarczały powietrze na dno w niewystarczających ilościach. Nic dziwnego, że odnotowano zgon jednego z nurków i paraliże u innych. Ostatecznie prace przerwano, a wydobyte posągi do dziś stanowią ozdobę Muzeum Narodowego w Atenach. Postaci atlety, Hermesa, efeba, Herkulesa, chłopca, konia czy filozofa robią wstrząsające wrażenie, zwłaszcza że wiele z nich wygląda jakby ciało płynęło w dół gęstą warstwą. Wiele z nich było antykami już w momencie zatonięcia: większość rzeźb datowana jest na IV w. przed Chr., podczas gdy statek zatonął niedługo przed połową lub około połowy I w. przed Chr.

Pozostałości mechanizmu z Antikitiry w zbiorach Muzeum Narodowego w
Atenach (fot. autora)

Często odkryć dokonuje się po zakończeniu prac. Tak było i tym razem – podczas odwiedzin muzeum w maju 1902 r. Valerios Stais, archeolog i kuzyn Spyridona, oglądał niepozorną bryłę korozji z wraku, gdy nagle wypadła mu ona z ręki. Odłamał się wówczas fragment konkrecji, odsłaniając część tajemniczej konstrukcji i fragmenty inskrypcji. Był to właśnie słynny mechanizm z Antikitiry, który porusza wyobraźnię badaczy po dziś dzień. Coraz doskonalsze metody dokumentacji (m.in. tomografia) pozwalają zrekonstruować jego funkcje: możliwość ustawienia daty, kalkulacji zjawisk astronomicznych, dat olimpiad etc. Okrzyknięto go nawet najstarszym komputerem analogowym, co jest pewną przesadą, choć z pewnością nie taką, jak pokazano to w ostatniej ekranizacji przygód Indiany Jonesa (Indiana Jones and the Dial of Destiny), gdzie mechanizm służy jako wehikuł czasu.

Replika mechanizmu z Antikitiry w zbiorach Muzeum Narodowego w Atenach
(fot. autora)

Antikitira przyciągnęła Cousteau i Dumasa dwukrotnie. W 1953 r. nie udało się wiele osiągnąć. Choć towarzyszył im słynny pionier fotografii podwodnej z MIT – Harold „Doc” Edgerton, brak zgody lokalnych władz na wykonanie fotografii podwodnych nie pozwolił na cieszenie się sukcesem. Mimo wykorzystania eżektora wydobyto zaledwie kilka amfor, fragmenty drewna i okucia kadłuba, wykonane z taśmy brązowej. Dopiero 1976 r. przyniósł przełom. Zorganizowana wówczas ekspedycja stawiała sobie za cel zrealizowanie filmu, w ramach serii The Jacques Cousteau Odyssey. Na kręcenie ujęć do odcinka Diving for Roman Plunder poświęcono 27 dni krótkich, 10–20-minutowych nurkowań, przy czym długą dekompresję odbywano bezpośrednio pod kadłubem Calypso. Wykorzystano analogową fotomozaikę – zdjęcia podwodne poskładano w kompletny obraz, pozwalający na dobór i weryfikację strategii badawczej. Zastosowano eżektor powietrzny z tzw. „koszem” (czyli sitem, pozwalającym na wyłapanie drobniejszych obiektów), zamontowanym na powierzchni. Wspierano się także małymi łodziami podwodnymi, tzw. „spodkami”. W rezultacie udało się wydobyć wiele fragmentów rzeźb kamiennych pełnowymiarowych, ale także kompletne figurki brązowe, a ponadto ludzkie szczątki i złotą biżuterię – dzieło greckich warsztatów – oraz monety brązowe z Pergamonu w Azji Mniejszej. Te ostatnie pozwoliły na doprecyzowanie datowania wraku. Na kolejne działania archeologiczne na stanowisku trzeba było czekać aż do 2012 r., kiedy to amerykański zespół z Woods Hole Oceanographic Institution (WHOI), prowadzony przez Brendana P. Foleya  i działający we współpracy z Ministerstwem Kultury Grecji, rozpoczął badania, trwające do 2019 r. Dzięki zastosowaniu rebreatherów, a nawet – prawda, że okazjonalnie – jednoatmosferycznego skafandra EXOSUIT, naukowcy pracowali dłużej i bezpieczniej, niż przypadło to w udziale ekipie Cousteau. Efektem było odkrycie kotwic, naczyń, kolejnych fragmentów posągów i szczątków ludzkich, ołowianych rur, gwoździ, a także brązowego dysku z wizerunkiem byka – prawdopodobnie elementu legendarnego mechanizmu. Całość zadokumentowano pod wodą. Udało się ponadto postawić hipotezę, iż mamy do czynienia z dwoma wrakami. Później prace kontynuowali Grecy, choć już na mniejszą skalę.

Kamienna rzeźba Herkulesa z Antikitiry w zbiorach Muzeum Narodowego w
Atenach (fot. autora)

 

Fragment brązowego posągu wojownika z Antikitiry w zbiorach Muzeum
Narodowego w Atenach (fot. autora)

 

Pomiędzy przygodami na wraku (wrakach) z Anikythery Dumas i Cousteau przeżyli jeszcze archeologiczną przygodę na Karaibach. Podczas wyprawy Calypso w ten rejon świata, Rémy de Haenen, mer i właściciel Hotelu na Saint-Barthelémy, francuskim terytorium zamorskim na Małych Antylach, zaraził załogę opowieścią o wraku Nuestra Señora de la Concepción, pełnym hiszpańskiego złota, który spoczął na dnie w 1641 r. Wydarzenia dokumentuje siódmy odcinek serii „Jacques Cousteau Odyssey”, pt. „Sunken Treasure”, nakręcony w 1969 r. Stawia on zespół w nienajlepszym świetle: nurkowie są tam ukazani jako żądni złota poszukiwacze skarbów, którym metodyka archeologiczna nie przeszkadza. W rzeczywistości wykonywane są szkice stanowiska, stosowany eżektor, konserwowane wybrane zabytki, a zatem odbywa się to zgodnie z regułami sztuki. Jedynie uwieczniony na filmie wystrzał z zabytkowego działa budzi zgrozę tym bardziej, iż strzał oddaje Dumas, najlepiej znający archeologię spośród Trójki Muszkieterów. Stanowisko zresztą porzucono, sugerując się późną datą (1756 r.) na znalezionym tam odważniku. Decyzja była przedwczesna, bowiem na miejsce powrócili po latach archeolodzy pod wodzą Tracy Bowdena (poszukiwacza skarbów, ale pracującego metodą naukową, pod patronatem National Geographic Society), którzy wydobyli m.in. trzysta sztuk biżuterii z 22,5 karatowego złota, w tym łańcuchy, guziki zdobione filigranem, inkrustowane krzyże i brosze, oraz pierścienie, nie licząc licznych naczyń z różnych stron Azji. Najwyraźniej było to wrakowisko, na którym osiemnastowieczny wrak osłonił Nuestra Señora de la Concepción. Może i lepiej…


Prace na wrakach z Grand Congloue (archiwum DRASSM, za:z G
https://archeologie.culture.gouv.fr/archeo-sous-marine/en/grand-congloue-experiment)

Na tym w zasadzie kończy się archeologiczna przygoda Cousteau. W 1979 r. pojawił się on jeszcze na wraku U.S.S. Monitor, słynnego ironclada Unionistów, który zasłynął w kuriozalnej bitwie pod Hampton Roads w marcu 1862 r., w czasie wojny secesyjnej. W dniu tym w kłębach dymu i huku dział okręt ostrzeliwał się przez kilka godzin z niewielkiej odległości z konfederacką C.S.S. Virginia, nie wyrządzając sobie nawzajem krzywdy – taka była odporność pancerzy obu jednostek. Monitor zatonął w noc sylwestrową tegoż roku, podczas holowania w rejonie Przylądka Hatteras i z czasem został uznany oficjalnie za podwodny cmentarz. W 1980 r. zespół Cousteau dokumentował jeszcze, używając „spodków”, wraki Hamilton i Scourge. Są to świetnie zachowane jednostki wojenne, przerobione ze statków handlowych, które zatonęły na jeziorze Ontario w Kanadzie w 1812 r. Powyższe stanowiska były jeszcze niejednokrotnie objęte badaniami, więc choć komandor porzucił ostatecznie zainteresowania archeologiczne, niewątpliwie wytyczył nowe kierunki badań.

Prace podwodne na wraku z Grand Congloue (archiwum DRASSM, za:
https://www.atlaspalm.fr/s48_grdcongloue2.htm?filtre_interpretation=Autre+gisement&filtre_chronologie=Antiquité&presentation=liste)

Inaczej rzecz się ma z Dumasem. Ten może być śmiało zaliczony do prawdziwych pionierów archeologii podwodnej. Choć nie był wykształconym archeologiem, szybko się uczył, miał żyłkę techniczną (bardzo przydatna umiejętność w archeologii), a przy tym chętnie dzielił się swoim doświadczeniem. Nie tylko był współautorem Le Monde du silence (1954), napisanej wraz z Cousteau, ale przede wszystkim pisał prace poświęcone wrakom i archeologii podwodnej, np. Deep-water Archaeology (1962), Epaves antiques: introduction à l’archéologie sous-marine méditerranéenne (1964), Thirty Centuries Under the Sea (1977) czy La mer antique (1980). Co więcej, wziął udział w pierwszych wyprawach archeologicznych na wrak Cape Gelidonya niedaleko Bodrum w Turcji. To tu kształtowały się zręby podwodnej metodyki archeologicznej, to tu podjęto próbę zaadaptowania lądowych zasad eksploracji i dokumentacji do warunków podwodnych. Za ojca archeologii podwodnej uznaje się George’a Bassa, Amerykanina, który kierował tymi badaniami na tym fenickim wraku z XIII w. przed Chr. Jednak gdyby nie wsparcie Dumasa, z pewnością nie byłoby to tak skuteczne. Dumas często pozostawał w cieniu medialnego Cousteau, ale w rzeczywistości to jego wkład w powstanie i rozwój archeologii podwodnej jest zdecydowanie największy spośród pionierskiej trójki. Nie bez kozery Cousteau zapraszał go do swoich archeologicznych przedsięwzięć. To on wreszcie wprowadził w świat podwodnych badań Bassa, ale jeszcze wcześniej uczynił to z Honor Frost, słynną w świecie archeologii śródziemnomorskiej badaczką starożytności. To ona zbadała wrak kartagińskiego okrętu z Marsala u zachodnich wybrzeży Sycylii, z połowy III w. przed Chr., który być może zatonął w związku z I wojną punicką.

Także i Tailliez miał okazjonalne kontakty z archeologią podwodną. Oprócz wraku z rafy Titan brał udział w kilku projektach z francuską marynarką wojenną, zaś od 1982 r. kierował GRAN (Groupe de Recherche en Archéologie Navale).

Muszkieterowie stawiali zatem pierwsze kroki w obszarze archeologii pod wodą. Z pewnością popełnili wiele błędów, bywało że zachowali się nieroztropnie, ale… nie popełnia błędów ten, kto nic nie robi. Wszak to właśnie ich upór, błędy, z których potrafili wyciągnąć wnioski, oraz powołanie takich instytucji jak CMAS, w którym archeologia podwodna od początku obecna była instytucjonalnie, pozwoliły na zaistnienie tej subdyscypliny. Warto o tym pamiętać w roku jubileuszu KDP CMAS!

Autor: Bartosz Kontny

Bartosz Kontny – archeolog, profesor Uniwersytetu Warszawskiego, dziekan Wydziału Archeologii. Specjalizuje się w archeologii okresu protohistorycznego w barbarzyńskiej Europie, ze szczególnym uwzględnieniem problematyki uzbrojenia. Zajmuje się także archeologią podwodną (kieruje m.in. badaniami w jeziorze Lubanowo w woj. zachodniopomorskim oraz w jeziorze Hammersø na Bornholmie) i dawnym szkutnictwem. Autor ponad 160 publikowanych prac naukowych, redaktor kilku książek. Najważniejsze prace książkowe: Archaeology of War. Studies on Weapons of Barbarian Europe in the Roman and Migration Period, Brepols: Turnhout 2023) ; Nowinka Site 1. The cemetery from the Late Migration Period in the northern Poland, Gdańsk-Warszawa 2011 (wraz z Jerzym Okulicz-Kozarynem i Mirosławem Pietrzakiem). Płetwonurek KDP/CMAS od 1987 r., instruktor M2 od 1992 r.

Share:

Szukaj
Popularne wpisy

Pionierzy. Muszkieterowie mórz współtworzą archeologię podwodną

Nurkowanie w starożytności. Część druga

Bartosz Kontny, O starożytnych nurkach apnea. Cześć pierwsza – sekrety oliwy

0
Twój koszyk jest pusty

Wygląda na to, że nie dodał Pan/i jeszcze żadnych produktów do koszyka.

Przeglądaj produkty